Maczuga

TRZEBA WIERZYĆ DO KOŃCA W POWODZENIE AKCJI!

Dobrym przykładem może być piekielna walka Pierwszej Dywizji Pancernej gen. Maczka. Zdjęcie przedstawia śmiertelnie wyczerpanych Polaków po zdobyciu Falaise. W sierpniu 1944 roku, ważną rolę odegrali w niej Polacy. „Niemcy byli jakby w butelce, a polska dywizja była korkiem, który ich zamknął”. Niezwykle krwawa bitwa odbyła się w dniach od 8 do 21 sierpnia 1944 roku. której celem miało być odcięcie drogi odwrotu siłom niemieckim.

W jej wyniku przełamano obronę niemiecką w Normandii oraz doprowadzono do wyjścia aliantów na linię Renu.

19 sierpnia oba kluczowe punkty: miasteczko Chambois i „Maczuga”
zostały opanowane przez dwa zgrupowania Pierwszej Dywizji Pancernej.
W ten sposób okrążono 7 Armię Niemiecką. w tzw. kotle Falaise.

Jednocześnie ze wszystkich stron na te strategiczne punkty zmierzały zgrupowania niemieckie. Wojsko polskie było tam okrążone. Armia niemiecka została okrążona przez aliantów, a wewnątrz niej znalazło się wojsko polskie.

Pierwsza Dywizja Pancerna była postawiona na drodze demona i usiłowała go schwycić za rogi. Przewaga Niemców była zdwojona przez rozpaczliwą i desperacką wolę przebicia się, niemieckie korpusy pancerne nie dokonały tego, musiały skapitulować, zostawiając pole zasłane trupami ludzi, koni i sprzętu.
Wzięto wówczas do niewoli blisko 6 tysięcy Niemców, Natomiast w pył zostało obróconych 70 czołgów, 500 samochodów i ponad 100 dział.

Polacy pod Falaise

Armia Krajowa

14 lutego 1942 Wódz naczelny Wojska Polskiego i zarazem Prezes Rady Ministrów Gen Władysław Sikorski. Powołał Armie Krajową.
Nazwa wzięła się stąd, że pod rozkazy naczelnego wodza Wojska Polskiego musiały się poddać wszystkie organizacje militarne i paramilitarne, które się znajdowały na terytorium polski. Które walczyły z okupantem Niemieckim i trochę Sowieckim.

I tym oto sposobem powstała ARMIA KRAJOWA czyli ten słynny skrót AK! Najsłynniejszy skrót w ogóle w historii polski. Chciałem zwrócić uwagę na nazwę, oto na wszystkich frontach II wojny światowej walczyli Polacy

Brygada Karpacka – W północnej Afryce /w Tobruku/
Polscy Lotnicy – Nad Anglią i nad Afryką Północną
Polscy Marynarze – na Północnym Atlantyku
Polscy żołnierze. Min: Dywizja Generała Maczka – W Szkocji
I właściwie na całym froncie zachodnim byli Polacy.
I chodziło o to że te organizacje paramilitarne i militarne oraz odziały partyzanckie w Polsce były jak gdyby drugą armią!  nie polskimi siłami na zachodzie  tylko Armią krajową w kraju!

TO BYŁA NAJWIĘKSZA ARMIA PODZIEMNA, nie tylko w drugiej wojnie światowej! ALE W OGÓLE W DZIEJACH LUDZKOŚCI. Nigdy wcześniej i nigdy później nie było Armii podziemnej liczącej ponad 300 tysięcy zdeterminowanych ludzi .

Ta armia zadała Niemcom a potem Sowietom także bardzo poważne straty.
I głównym celem powołania tej armii było przygotowanie ogólnonarodowego powstania
w tym krytycznym momencie kiedy III rzesza zacznie ponosić klęski.

Cenna zdobycz…

A teraz trochę historii, której być może nie mieliście okazji poznać:

Führer i Himmler w otoczeniu generalicji Wehrmachtu i SS podziwiają „cenną zdobycz”: płomień-proporczyk z trąbki sygnalisty 8. pułku Strzelców Konnych.
Sztandaru tego pułku Niemcom nie udało się zdobyć.
W czasie kampanii wrześniowej Niemcy nie zdobyli
żadnego polskiego sztandaru!

Musieli więc zadowalać swoją propagandę proporczykami z polskich… trąbek.

Kosynierzy!

Czy komuś przyszłoby do głowy, że prawie półtora wieku po insurekcji kościuszkowskiej do boju znów pójdą kompanie polskich kosynierów? Poszły.
We wrześniu ’39 roku!



* Do 14 września poszczególne kompanie kosynierów brawurowo walczyły
w Gdyni i na jej przedpolach. Kosynierzy  odznaczali się niezwykłą zaciętością i nieustępliwością


kosynierzy Gdyńscy

* Jako kosynierzy mieliśmy dużo wypadów na pozycje niemieckie. Tak zdobywało się karabiny i amunicję. Sialiśmy straszliwy popłoch wśród Niemców którzy bardzo bali się naszych nocnych ataków. Dostaliśmy od nich nawet nazwę – CZARNE DIABŁY – kiedy przeganialiśmy ich po lesie. Tak opisuje tamte wydarzenia Alojzy Tuszyński...


Broń Gdyńskich kosynierów 1939


/…Brzęczą kosy w łące,
Brzęczą, pobrzękują,
Kosiarze się śpieszą,
Bo już wroga czują…/

„Na bagnety”…

A teraz trochę historii, której być może nie mieliście okazji poznać:

Piękną kartę w historii kampanii wrześniowej zapisali polscy żołnierze płk. Prugara-Ketlinga i ppłk. Popiela, którzy w brawurowym nocnym uderzeniu „na bagnety”, przeprowadzonym 16 IX, rozbili pułk SS-”Germania”. Tylko część Niemców zdołała uciec porzucając cały ciężki sprzęt.

W nocy z 15 na 16 września przyszło wziąć krwawy rewanż na nieprzyjacielu. Rozpoznanie doniosło że w pobliskich lasach znowu przygotowuje się do ataku Pułk SS Germania. Były to niemieckie odziały walczące z niebywałą brawurą na którą zanosili skargi nawet towarzyszący na skrzydłach pułku SS dowódcy oddziałów Wehrmahtu.

Była noc gdy polskie pułki otrzymały rozkaz dowództwa, nakazujący rozładowanie broni
/by nie zdradzić się wczesnym strzałem/ i nocny atak na pozycje pułku SS wykonany jedynie przy pomocy bagnetów i broni białej.

 

Tak wspomina klęskę SS-Standarte „Germania” dowódca 11 KDP płk. dypl. Bronisław Prugar-Ketling:

„Czuło się, że ręka która jeszcze przed ułamkiem sekundy naciskała spust, martwieje i bezwładnie opada, paraliżowana uderzeniem kolby lub pchnięciem bagnetu. Nie słychać było żadnych okrzyków. Bój toczył się w ciemnościach i złowrogiej ciszy. Nikt już nim nie kierował – nikt o pardon nie prosił. Wrażenie było niesamowite. Toteż groza, jaka opanowała Niemców, musiała przewyższać wszystkie dotychczasowe ich przeżycia. Z takim zaskoczeniem i z takim atakiem nie spotkali się na pewno nigdy. Trupy, które oglądaliśmy później, miały wyraz straszny. Trwoga, wśród której ginęli, nie znikła z ich twarzy”.

Miejsce Akcji: Pod Sądową Wisznią
Akcją dowodził: Kazimierz Sosnowski  

Image
SS-Standarte Germania doborowy elitarny niemiecki pułk zmotoryzowany (jeden z trzech pułków Waffen SS w roku 1939. obok SS-Leibstandarte Adolf Hitler i SS-Standarte Totenkopf)

cała jednostka przestała istnieć w niecałe pół godziny. Hitler w konsekwencji zlikwidował pułk SS-Germania i zakazał stosowania jego nazwy do końca wojny

Od uderzenia bagnetem zginął m.in.: dowódca III batalionu SS-Obersturmbannführer Koeppen i adiutant pułku SS-Obersturmführer Schomburg, ciężko ranny został adiutant III batalionu.

Nazwę „Germania” pułk otrzymał podczas zjazdu NSDAP (Parteitag) w Norymberdze w 1936r.Jednostki pułku brały udział w aneksji Austrii, były też odpowiedzialne za bezpieczeństwo Mussoliniego, podczas jego wizyty w Niemczech w 1937 r.

 

Katastrofa Mig-25RU

Chodzą pogłoski że piloci próbowali uratować wielu mieszkańców Oławy, dlatego walczyli tak długo z maszyną. Wydaje mi się, że tym to w ogóle nie zaprzątali sobie umysłów. Chcieli po prostu dolecieć na lotnisko do Stanowic.  Ale się nie udało…

Opis skrócony

Data – Czwartek 02.03.1989
Lotnisko – Brzeg (Polska)
Godzina – 13:00
Samolot – MiG-25RU
Pułk – 164-ty Kerczeńskij OGRAP
Piloci – kapitan Wiktor Grinik, porucznik Anatolij Zigolenko
Okoliczności – Praktyka technik pilotażu w locie na instrumenty. Zwrot bojowy przy zbyt małym ciągu silników i błędy w pilotażu wywołały wejście samolotu w korkociąg płaski, na wysokości 5200 m.Błędy w wyprowadzeniu maszyny z korkociągu.Piloci katapultowali się na zbyt niskiej wysokości – 480m, przy prędkości spadania samolotu około 110 m/sek.Załoga zginęła                 Miejsce Katastrofy – Oława/Otok Pole E.Sabatowicza

samolot

„Zabrakło jednej sekundy…”

O 12:43 MiG-25RU wystartował i już po dwóch minutach szybka maszyna zajęła strefę pilotażu w pobliżu lotniska. Otrzymawszy zgodę, załoga przystąpiła do wykonywania zadania. Po uporaniu się z wirażami, młody pilot wprowadził samolot do górki, następnie w nurkowanie. W 16 minucie lotu po ustawieniu dźwigni sterowania silnikami w położeniu „MAKSYMALNE”, Zigolenko energicznie wprowadził samolot w prawy zwrot bojowy. Jednak manewr wykonał gwałtownie i bez powiązania z tempem wzrostu obrotów silników. Zabrakło ciągu. MiG-25RU nie zdołał się rozpędzić i zamiast naboru wysokości, zaczął intensywnie wytracać prędkość i przepadać. W ciągu 12 sekund prędkość spadła z 780 do 405 km/h, samolot stał się niestateczny i znajdując się w zakręcie zaczął ślizgać się na prawe skrzydło grożąc przeciągnięciem. Zigolenko popełnił kolejny błąd, próbując skontrować pochylenie i przechylenie samolotu, odruchowo wziął drążek sterowy na siebie i dał go w lewo do oporu (zapis pokładowego rejestratora precyzyjnie utrwalił skrajne położenia lotek). To dosłownie wprowadziło samolot na zakres krytyczny. Prędkość spadła jeszcze bardziej, a kąty natarcia i ślizgu przekroczyły dopuszczalne wartości. Na dodatek pilot ostro dał lewą nogę, licząc na zgaszenie ślizgu poprzez wychylenie sterów, lecz „sparka” na wysokości 5200 m i przy prędkości 300 km/h (co było sporo poniżej prędkości potrzebnej do lotu poziomego na tej wysokości) wpadła w korkociąg z przeciążeniem nz = 1,9.

Tym niemniej sytuacja nie była jeszcze krytyczna. Przy umiejętnym sterowaniu samolot prawidłowo wykonywał korkociąg, a zapas wysokości i czasu pozwalał wyprowadzić maszynę nawet z tego nieplanowanego korkociągu („Instrukcja użytkowania i techniki pilotowania samolotu MiG-25″ nakazuje opuszczenie samolotu w razie utraty sterowności na wysokości nie mniejszej niż 4000 m). Z pomocą instruktora pilot przedsięwziął stosowne działania – ustawił ster „w kierunku korkociągu”, a następnie w położenie neutralne. Jednak samolot nie przestał się obracać, ponieważ drążek sterowy nie był oddany do przodu. Na odwrót – pilot cały czas ciągnął go na siebie, wychylając stabilizator o kąt 29°, bliski maksymalnemu. MiG-25RU kontynuował korkociąg, szybko tracąc wysokość i rozpędzając się do 330-350 km/h.

Decydujące były ostatnie sekundy. Upewniwszy się, że komendami naprawić sytuacji już się nie da, instruktor ingerował w sterowanie. Na 25 sekund przed zderzeniem z ziemią rozkazał pilotowi przygotować się do katapultowania, a sam próbował wyprowadzić samolot z korkociągu. Jednak nie dało się go zatrzymać. Grinik zrozumiał, że maszyna się nie słucha i wszystkie dalsze działania są bezcelowe, zameldował kierownikowi lotów: „- Dwieście szesnasty, w pierwszej strefie wpadliśmy w korkociąg, katapultujemy się”. Tym niemniej upłynęło jeszcze 5-6 sekund zanim pociągnął za uchwyt fotela katapultowego.
mig

Do ziemi pozostawało zaledwie 480 m i 4 sekundy opadania. Prędkość zniżania MiG-25RU w tej chwili osiągnęła 110 m/s, a do uratowania się potrzebny był zapas wysokości 550 m (wg „Instrukcji użytkowania i techniki pilotowania samolotu MiG-25″ minimalna bezpieczna wysokość katapultowania w czasie zniżania wynosi nie mniej niż pięciokrotność wartości prędkości pionowej zniżania). Załodze zabrakło tylko jednej sekundy.

Układ awaryjnego opuszczania samolotu i automatyka foteli zadziałały bez zarzutu. Jako pierwszy w sposób wymuszony, od wyciągnięcia uchwytów fotela instruktora, katapultowany był Zigolenko, w ślad za nim po sekundzie wyszedł fotel Grinika. Mechanizmy KM-1 pracowały normalnie, zapewniając otwarcie układów spadochronowych. Czasza spadochronu Zigolenki napełniła się na wysokości 40-50 m nad ziemią, lecz znalazł się on w strefie wybuchu po upadku samolotu, co doprowadziło do spalenia spadochronu. U instruktora czasza napełniła się w chwili uderzenia jego ciała o ziemię.
dym

wrak

tabliczka1
Hipoteza symulacji

                                                       Poniżej znajduje się zdjęcie z innej katastrofy dla zobrazowania wybuchu samolotu przy zderzeniu z ziemią

bum